Małe oczka z ufnością wpatrywały się w twarz ojca.
Pucołowata, roczna dziewczynka siedziała w swym kojcu, patrząc na tatusia. Mała
się zaśmiała, a na twarzy mężczyzny pojawił się delikatny, smutny uśmiech.
-
Tata! – zawołała malutka, wyciągając rączki w stronę wspomnianego.
-
Posłuchaj mnie uważnie, dobrze? – spytał poważnie, jak gdyby wcale nie mówił do
rocznego dziecka – Tatuś musi iść, dobrze? Kiedyś się zobaczymy, nie smuć się –
powiedział nieco łagodniej, widząc łzy, błąkające się w kącikach jej oczu –
przynajmniej mam taką nadzieję – szepnął ze skruchą, po czym pocałował
brązowooką w czoło. Następnie wyprostował się i machnął różdżką, a już po
chwili zniknął. A zaraz za nim w miejsce, gdzie przed chwilą się deportował,
poleciał jaskrawy zielony promień…
-----
Jak obiecałam tak jest dzisiaj....
Trochę krótki, no ale to tylko prolog ;)
Rozdział 1 już prawie skończyłam i pojawi się w sobotę.
Nadal pracuje nad wyglądem bloga :/
Mało się dowiadujemy podczas prologu... praktycznie niczego... ale ten fragment był mi potrzebny, na potem ;)
Pozdrawiam
~Civetta
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz